Kopytni strażacy


Natan Krieger jest autorem fotografii grupowej wykonanej na dziedzińcu koszar straży pożarnej przy ówczesnej ul. Kolejowej (obecnej Westerplatte). Warto popatrzeć na tę fotografię od innej, międzygatunkowej strony. Wtedy zobaczymy, że sportretowani zostali nie tylko ludzie. Oprócz kilkudziesięciu mężczyzn w mundurach, dumnie siedzących na wozach, fotograf uwiecznił też kilkudziesięciu nietypowych strażaków. To czterdzieści cztery konie, które stanowiły podstawę działalności straży pożarnej w mieście i umożliwiały błyskawiczne dotarcie na miejsce akcji.

Straż Pożarna przy ul. Kolejowej (dziś ul. Westerplatte19), Natan Krieger, ok. 1889
[Fotografia czarno-biała. Kilkudziesięciu strażaków na dziedzińcu. Siedzą na wozach strażackich zaprzężonych w konie]

Działająca w Krakowie straż pożarna najpierw, jako straż ogniowa, podlegała policji, a od 1848 roku Radzie Miejskiej. W początkowym okresie strażakami byli przede wszystkim rzemieślnicy. Wodę potrzebną na wypadek pożaru mieli rozwozić piwowarzy, a fiakrzy pracujący na ulicach mieli obowiązek wypożyczyć konie. Po wielkim pożarze Krakowa w 1850 roku na miasto spadł deszcz zarządzeń przeciwpożarowych i wtedy też powołano specjalną komisję mającą usprawnić działania straży. Przy tak zorganizowanym systemie reagowania na zagrożenie pożarem podstawowym problemem był fakt, że bardzo często brakowało koni. Choć w instrukcjach dla dorożkarzy ten aspekt został także ujęty, to w praktyce unikali oni narażania na niebezpieczeństwo własnych koni, a zarazem źródła zarobku. Przepisy obowiązujące dorożkarzy nakazywały, aby w przypadku pożaru jeden dwukonny dorożkarz udał się pod gmach Dyrekcji Policji, drugi przed siedzibę Starostwa, a trzeci pod Magistrat. Mieli się tam udać zgodnie z kolejnością, którą zajmowali na postoju. Jeśli zostaliby wykorzystani do jazdy wówczas mieli otrzymać wynagrodzenie według taryfy.

Najtrudniej było dziś o konie do sikawek i dorożkarze, których obowiązkiem takowych dostarczyć, zmykają zwykle z Rynku na pierwszy znak ognia, bo lubo dostawa taka bywa wynagradzaną, wszakże konie co ledwie lekki powóz wloką po bruku, muszą gnać co sił starczy z ciężką sikawką, a i szory zwykle stare nieraz ucierpią. Konie do oczyszczenia miasta przeznaczone, jadły właśnie obrok w stajni dawnej żandarmerii pod S. Idzim, lubo przy strażnicy ogniowej obszerna stajnia mogłaby je mieć wygodnie. Pochwytano więc konie od wozów miejskich, których jako w dzień targowy było dość na rynku i pospieszono z jedną sikawką, do drugiej wzięto dopiero nadeszłe konie skarbowe.
(„Czas” 1852, nr 103, s. 3)

Straż Pożarna Miejska zorganizowana została na podstawie uchwały Rady Miasta z 1873 roku. Składała się z trzech oddziałów: pompierów, pomocników i oddziału pociągów. W sumie naczelnikowi podlegało 100 osób; 40 pompierów (włącznie z trębaczami wieżowymi), 50 pomocników, 9 woźniców. Dodatkowo na wyposażeniu straży znajdowało się 11 sikawek, 20 beczkowozów dwudziestowiadrowych, dwa wozy ratunkowe z pełnym wyposażeniem do gaszenia pożarów oraz dwa aparaty respiratory do gaszenia pożarów w miejscach trudno dostępnych.

[Fotografia czarno-biała. Kilkudziesięciu strażaków na dziedzińcu. Siedzą na wozach strażackich zaprzężonych w konie]

Na początku 1880 roku w straży pożarnej służyło 18 koni, a pod koniec tego roku w  25. W kolejnych latach ich liczbę stale zwiększano. O konie w straży dbano w sposób szczególny, były bowiem jedynym środkiem zapewniającym szybkie dotarcie strażaków do potrzebujących pomocy.

Skoro tylko w koszarach rozległ się dzwonek alarmowy, momentalnie przypinano wyekwipowane w uprząż konie, strażacy wskakiwali na wóz, a konie pędem ruszały z kopyta, przez stale otwartą bramę, na miasto. Była to brawurowa jazda. Konie pędziły jak szalone, iskry sypały się spod kopyt, a brzuchami zdawały się dotykać ziemi, Strażnik lejcami musiał je raczej hamować niż popędzać, gnał je bowiem furkot czerwonego sztandaru na froncie i trąbka wydająca przeciągły sygnał trąbki.
(Cyt. za: L.K. Górski: Wyjazd straży do pożaru ongiś a dziś. W: Jubileuszowa księga pamiątkowa Krakowskich Straży Pożarnych: 1873-1925. Kraków 1925, s. 71-74.)

W 1882 roku na przykład Rada Miasta zwracała uwagę naczelnikowi straży, aby pod żadnym pozorem nie wynajmować zaprzęgów końskich stronom prywatnym. Strażakom, którzy na co dzień pracowali z końmi zwracano szczególną uwagę, że zwierzęta te ulegają różnym urazom, zwłaszcza podczas szybkiej jazdy czy dowożeniu wody przy pożarze. W związku z tym w instrukcjach pożarniczych zawarto też sposób postępowania przy udzielaniu pierwszej pomocy także koniom, a obok apteczki przeznaczonej dla ludzi strażacy mieli obowiązek mieć przy sobie także apteczkę dla zwierząt.

Ćwiczenia Straży Pożarnej na dziedzińcu głównej siedziby, Natan Krieger, ok. 1889
[Fotografia czarno-biała. Strażacy podczas ćwiczeń]

Pierwsze samochody, które zaczęły stopniowo zastępować konie pojawiają się w krakowskiej straży pożarnej w 1914 roku, a głównym powodem motoryzacji były zbyt duże odległości do pokonania w stale rozrastającym się mieście. Samochody bardzo szybko zaczęły zastępować naturalną siłę pociągową. W 1914 roku sprowadzono do Krakowa kilka wozów, które zostały specjalnie na ten cel zbudowane w austriackich warsztatach samochodowych Wiener Neustadt, a w koszarach strażackich stajnie przebudowano na nowoczesne garaże.

[Fotografia czarno-biała. Strażacy podczas ćwiczeń. Beczkowóz zaprzężony w parę koni]

Jak pokazuje poniższa fotografia nie tylko konie uczestniczyły w ćwiczeniach krakowskich strażaków 🙂

Ćwiczenia na dziedzińcu Straży Pożarnej, Krieger Natan, ok. 1889
[Fotografia czarno-biała. Strażacy podczas ćwiczeń przy wieży. Po lewej garaże ze wozami strażackimi]
[Fotografia czarno-biała. Strażacy podczas ćwiczeń. Obok jednego ze strażaków stoi pies]
Share This