Zapytajcie Artura …


Stukot końskich kopyt to dźwięk coraz rzadziej obecny na ulicach. Nieodłącznym elementem dziewiętnastowiecznych widoków Krakowa były dorożki, które najczęściej zajmowały miejsca na postoju przy Rynku Głównym. Niestety bardzo często wbrew temu co pisał Konstanty Ildefons Gałczyński nie były to „zaczarowane dorożki i zaczarowane konie”, wręcz odwrotnie, egzystencja tych zwierząt była często wieloaktowym dramatem. Dorożkarze mieli obowiązek świadczyć usługi przewozowe gościom na obszarze zamkniętym rogatkami miasta i w tych granicach obowiązywał cennik przewozowy regulowany przez Magistrat Krakowski. Wszelkie dalsze kursy miały być opłacane dodatkowo.

Rynek Główny – południowo-wschodnia część, fot. Ignacy Krieger, 1865; wł. MK
[Fotografia czarno-białą. Rynek Główny. Na pierwszym planie dorożki na postoju. W głębi kościół św. Wojciecha i drugi postój dorożek]

Według spisu ludności z 1880 roku w Krakowie mieszkało 59 828 osób. W tym samym spisie doliczono się w mieście 493 koni. Kolejny spis z 1900 roku wykazał już 1202 konie, a następny w 1910 roku zarejestrował obecność 1771 zwierząt. Te same spisy wykazały 85 000 mieszkańców w roku 1900 i 142 000 w roku 1910. Ten ostatni został przeprowadzony tuż po rozpoczęciu realizacji planu zagospodarowania przestrzennego, którego efektem miało być powstanie tzw. Wielkiego Krakowa. Wówczas, zgodnie z koncepcją prezydenta Juliusza Leo, w obręb miasta zaczęto wcielać kolejne wsie, które otrzymywały status dzielnic. Skok liczebności koni pomiędzy 1900 a 1910 rokiem był znaczny i sięgnął prawie 40%. Jak zauważyli ówcześni komentatorzy, wynikał także ze wzrostu popularności zarobkowania przez wynajem furmanek i dorożek oraz świadczonych w tej materii usług.

Postój dorożek przed Sukiennicami, fot. Ignacy Krieger, przed 1882; kadr; wł. MK
[Fotografia czarno-biała. Dorożki na postoju. Przy każdej zaprzężony jeden koń. Na koźle siedzi dorożkarz]

Konie w Krakowie kojarzone były przede wszystkim z królującymi na Rynku Głównym dorożkami. W 1850 roku było ich w Krakowie 29. Początkowo były to dwukonne, nieco toporne pojazdy, obsługiwane przez fiakrów. W roku 1855 pojawiają się lekkie dorożki jednokonne, od Józefa Cypcera, który wprowadził je, jako pierwszy, nazywane „cypcerówkami”.

Sukiennice od strony wschodniej, fot. Ignacy Krieger, przed 1882; wł. MK
[Fotografia czarno-biała. Rynek Główny. W centrum kadru Sukiennice. Po stronie północnej postój dorożek. Obok handlujące przekupki]

Częścią „Ustawy dla pojazdów publicznych w Krakowie” przyjętej przez C.K. Namiestnictwo we Lwowie w 1873 roku, był rozdział poświęcony dorożkom. Ustawa w sposób precyzyjny określała zasady funkcjonowania tych pojazdów w mieście. Oprócz wyszczególnienia ogólnych zasad poruszania się na ulicach, zwracano także uwagę na obowiązki woźniców, dokładnie precyzując głównie zasady kontaktu z gośćmi. Litera prawa zakazywała dorożkarzom pozostawiania pojazdu bez nadzoru, palenia w czasie jazdy, grubiańskiego zachowania czy pijaństwa na postoju, a także urządzania sobie na ulicach wyścigów. Nakazywano im jednocześnie spokojne i przyzwoite zachowanie oraz pozostawanie do dyspozycji gościa w ramach wynagrodzenia za usługę. We wspomnianej ustawie słowo „koń” pojawiło się raz – w kontekście należytego utrzymania pojazdu i higieny pracy. Ustawodawcy mówiąc o koniach na pierwszym miejscu stawiali zapobieganie zanieczyszczaniu i tamowaniu ulic. W tym celu zakazywano karmienia zwierząt podczas oczekiwania na gościa, a w trakcie popasania nakazywano zakładanie im szczelnie worków na głowy; zakazywano karmienia sieczką, tak by chodniki pozostały czyste

Na początku XX wieku w mieście panowało rozróżnienie na dwie kategorie dorożek: „gumowe” i „żelazne”. Te pierwsze utrzymywane były starannie i zaprzęgano do nich dobre konie; z kolei „żelazne”, bez gum na kołach, należały zdecydowanie do pojazdów mniej elegancki i pracowały przy nich tak zwane „gorsze konie”. Panowało także rozróżnienie pomiędzy woźnicami tych kategorii. Lepszym dorożkarzom wyznaczono stanowiska na Rynku Głównym, a pozostałym wskazywano miejsca w bocznych uliczkach i na przedmieściach, tym samym skazując ich na mniej liczną klientelę. Ta dysproporcja była powodem licznych protestów i konfliktów pomiędzy tymi dwoma grupami dorożkarzy.

Teatr Miejski w Krakowie (obecnie im. Juliusza Słowackiego), Natan Krieger, ok. 1893; wł. MK
[Fotografia czarno-biała. Teatr im. Juliusza Słowackiego. Na ulicy dorożka]

Zapytajcie Artura,
daję słowo: nie kłamię,
ale było jak ulał
sześć słów w tym telegramie:
ZACZAROWANA DOROŻKA
ZACZAROWANY DOROŻKARZ
ZACZAROWANY KOŃ.

Cóż, według Ben Alego,
czarnomistrza Krakowa,
„to nie jest nic takiego
dorożkę zaczarować,

dosyć fiakrowi w oczy
błysnąć specjalną broszką
i jużeś zauroczył
dorożkarza z dorożką,

ale koń — nie.”

Najbardziej znanym krakowskim dorożkarzem jest Jan Kaczara, który dzięki Konstantemu Ildefonsowi Gałczyńskiemu trafił do literatury uwieczniony w poemacie „Zaczarowana dorożka”.  Kaczara od 1923 roku pracował z kilkunastoma końmi, ten najsławniejszy opisywany przez Gałczyńskiego to Lolek, który towarzyszył dorożkarzowi przez 14 lat. Do listopada 1972 roku jego dorożkę ciągnął Misiek, a kolejny koń w dowód jego pamięci nosił to samo imię.

Dni Krakowa – Jan Kaczara, fot. Henryk Hermanowicz, 1964; wł. MK
[Fotografia czarno-biała. Rynek Główny. Jan Kaczara powożący swoją dorożką]

Kaczara reperował jak umiał swój historyczny pojazd, koń – choć zaczarowany – nie został Matuzalemem. W 1963 roku dorożkarz pożegnał czworonożnego przyjaciela i dzisiaj wspomina go serdecznie: „to było zwierzę… Misio ten obecny – jest ani tak ładny ani takiego humoru, jak tamten.
(Cyt. za: A.S. Czar tamtych lat … „Dziennik Polski” 1975, nr 25, z dn. 30.01, s. 4)

Share This