Baba z „jajami”


Kolorowy plan przyszłego pl. Szczepańskiego z zaznaczonymi kolorami blokami zabudowy drewnianej i murowanej. Na planie teren przyszłego placu zajmują kościół i blok budynków w kształcie odwróconej litery L. Nazwy ulic i budynków w języku niemieckim.
Przyszły pl. Szczepański na tzw. Planie Senackim (ok 1805 r.) z zabudowaniami po jezuickimi. Ze zbiorów MK.
[Kolorowy plan przyszłego pl. Szczepańskiego z zaznaczonymi kolorami blokami zabudowy drewnianej i murowanej. Na planie teren przyszłego placu zajmują kościół i blok budynków w kształcie odwróconej litery L. Nazwy ulic i budynków w języku niemieckim.]

Plac Szczepański powstał na początku XIX wieku, gdy po zlikwidowaniu pojezuickiego kościoła św. Szczepana, kaplicy śś. Macieja i Mateusza oraz zabudowań klasztornych, po nieudanej próbie utworzenia w tym miejscu parku, postanowiono przeznaczyć ten teren na plac targowy. Przeniesiono na plac część handlarzy z Rynku Głównego. Początkowo handlowano mięsem, swe produkty sprzedawali piekarze, handlarze drobiu, czy garncarze, jednak z biegiem lat coraz większe znaczenia nabierał handel warzywami i owocami, a sam plac stał się głównym miejsce zaopatrzenia krakowian w te produkty na ok 150 lat. Nazywano go przedpokojem salonu jakim był Rynek Główny, z czasem stał się raczej spiżarnią Krakowa. Był przez wiele lat największym targowiskiem włoszczyzną w mieście. „Świat jarzyn na placu Szczepańskim jest tak wielki, jakby zebrał się tu plon ogrodów warzywnych z całej Polski. Stosy marchwi, pietruszki, kalarepy i kalafiorów piętrzą się na straganach, a otacza je rój Kaś i Maryś, trajkoczących ze sobą” – taki opis placu ukazał się w 1931 roku na łamach „Światowida”.           

Targ na placu Szczepańskim (wycinek), Fot. I. Krieger, ok. 1870 r. Ze zbiorów MK.
[Fotografia czarno-biała. Widok na plac, na którym znajdują się liczne stragany i przekupki.]
Targ na placu Szczepańskim w Krakowie, fot. A. F. „Światowid”, ok 1928. Ze zbiorów MK.
[Fotografia czarno-biała. Ujęcie z góry na targowisko pełne straganów, przekupek i kupujących.]

Kto sprzedawał na owym placu? Jeśli przeanalizujemy zróżnicowanie handlarzy pod względem płci, to rzuca się w oczy, iż mimo początkowej przewagi mężczyzn (rzeźnicy i piekarze), to z biegiem lat zwiększa się udział kobiet, by w połowie XIX wieku osiągnąć przewagę, a tuż przed II wojną światową stanowiły one 75 procent sprzedających. Kobiety handlowały głównie artykułami spożywczymi, mężczyźni rzemieślniczo-przemysłowymi. Stragany pozostawały w rękach tej samej rodziny, a jeśli którejś nie było stać na stałe stoisko, to i tak zawód ten dziedziczyły córki od swych matek i handlowały prosto z wozu, czy nawet z koszyków. Jeśli kramu nie mogła odziedziczyć córka i przejmował go syn, to handlem zajmowała się jego żona.

Targ na placu Szczepańskim (wycinek), fot. I. Krieger, ok 1865-70. Ze zbiorów MK.
[Fotografia czarno-biała. Ujęcie z góry na plac, na którym stoją wozy, konie i przekupnie.]

Na plac Szczepański przybywały głównie kobiety z podkrakowskich przedmieść, czyli Czarnej i Nowej Wsi, Krowodrzy, Łobzowa oraz pobliskich wsi: Bieńczyc, Balic, Liszek, Pleszowa, Wyciąża, Toń i Zielonek. Dobre ziemi, ale i rozdrobnienie gospodarstw spowodowało, że tamtejsi rolnicy nie obsiewali swoich pól zbożem, a zajmowali się ogrodnictwem, w którym uzyskiwali wysokie polny. Mężczyźni zajmowali się gospodarstwem, a ich kobiety udawały się na targ, by sprzedać polony. Dziewczyny już od wczesnej młodości były zabierane przez matki na plac, by tu pomagać, uczyć się od starszych, były „wypuszczane”, by nielegalnie handlować na ulicach Krakowa lub na Rynku Głównym. Plac dla tych dziewczyn był szkołą życia, tu uczyły się zawodu, mimo, iż ogrodnicy podkrakowscy byli lepiej wykształceni od innych włościan, to jednak w większość  przekupki zadawalały się ukończeniem pierwszych klas szkoły powszechnej, zdobywały podstawowe umiejętności – czytanie, pisanie, liczenie – to im wystarczało.

Przekupka z Balic, fot. I. Krieger, po 1865. Ze zbiorów MK.
[Fotografia czarno-biała. Atelierowy portret kobiety z koszykiem zawieszonym na ręce.]

Przekupki wstawały  jeszcze przed świtem – targ rozpoczynał się wcześnie rano. Te które były w posiadaniu stałego straganu mogły być oczywiście pewne swojego miejsca, ale pozostałe zajmowały miejsca na placu zgodnie z kolejnością przybycia. Spędzały na placu cały dzień i dopiero na wieczór wracały do swych gospodarstw, by przygotować warzywa na dzień następny. Ten codzienny korowód zdążający na plac, jak i sam plac dodawały miastu niezaprzeczalnego kolorytu. W wspomnieniach krakowian można wyczytać rozrzewnienie, przekupki uważane były za kobiety wielkiego serca, życzliwe i dość, na swój sposób, religijne. Bolesław Drobner, który znał je doskonale, gdyż mieszkał przy pl. Szczepańskim, wspominał, że nawet gdy był już dorosłym mężczyzną, to wołały go po imieniu i częstowały tym co miały, czyli marchewką. Oburzały się również, gdy chciał za nią zapłacić.

Bronowiczanka, fot. I. Kreger, po 1865. Ze zbiorów MK.
[Fotografia czarno-biała. Atelierowy portret młodej kobiety. Ujęta bokiem, w prawej ręce trzyma wiklinowy kosz, w lewej zioła.]

Zachowały się liczne opisy wyglądu i zwyczajów przekupek-ogrodniczek. Wynika z nich, jak zauważył Władysław Krygowski, że te które handlowały na pl. Szczepańskim miały swoją specyfikę, która co prawda jedynie dla wprawnego oka, ale była zauważalna. Owe przekupki z racji tego, że obcowały z mieszkańcami miasta, tu spędzały większość dnia, miały się charakteryzować większym obyciem od pozostałych włościanek. Co ciekawe opisywane są jako niezbyt urodziwe, o rysach pozbawionych powabu i delikatności, z ich twarzy można było wyraźnie wyczytać zawziętość okraszoną rumieńcem od słońca i… gorzałki oraz delikatnie mówiąc były raczej słusznych kształtów. Podobno urodą ustępowały swym mężczyznom, którzy mieli mieć znacznie szlachetniejsze rysy – nad czym zastanawiał się m. in. Oskar Kolberg, ale nie udało mu się znaleźć odpowiedzi dlaczego tak było. Braki w urodzie próbowały nadrobić ubiorem. W lecie i na wiosnę zakładały: chałaty i białe haftowane fartuchy lub nosiły pasiaste albo kwieciste, marszczone spódnice, białe bluzki, dopasowane z szerokimi rękawami, na to zakładały niebieskie katanki wyszywane pąsowymi sznurkami, kolorowe kamizelki lub nazywane organkami uszyte z adamaszku  gorsety, zakończone od dołu duża ilością fałdów. Na głowach wiązały nieodzowna czerwone, białe lub kwiecista chustki, często przyozdobiona białymi haftem i złote zausznice. Nogi chroniły trzewiki na wysokich korkach lub słomiane buty. Zimą ciepło zapewniały im płaszcze, kożuchy, wełniane chusty, na dłoniach półrekawice, a na nogi wkładały wysokie, skurzane kozaki. Siadały też na metalowych garnkach, pod które podkładały rozżarzony węgiel drzewny, co powodowało, że spod spódnic unosił się siwy dym. Co jest podkreślane w opisach lubiły ozdoby, ubierały po kilka sznurów korali, przypinały brosze, zakładały pierścionki. Były wzorem dla innych mieszkanek wsi, które nie trudniły się handlem i tak często nie bywały w mieście, czy w ogóle poza swoją rodzinną wsią.

   Mieszkanka Liszek, fot. I. Krieger, po 1865. Ze zbiorów MK.
[Odbitka fotograficzna barwnie koloryzowana. Atelierowe ujęcie kobiety w odświętnym ludowym stroju.]
Mieszkanka Czarnej Wsi, fot. I. Krieger, po 1865. Ze zbiorów MK.
[Odbitka fotograficzna barwnie koloryzowana. Atelierowe ujęcie kobiety w stroju ludowym stroju. Ujęta bokiem, trzyma w prawej ręce wiklinowy koszyk.]

Jednak mimo tego całego kolorytu przekupki z pl. Szczepańskiego miały swoją drugą stronę. Ze wspomnień krakowian często wyłania się obraz  pyskatej, krzykliwej, aroganckiej, podchmielonej „baby”. Wspomniany wyżej B. Drobner stwierdził,  że każda miała „pysk jak brama Floriańska”, natomiast Władysław Krygowski opisywał: „… baby ze Szczepańskiego placu słynęły z (…) mocnego i ostrego języka i nie zamykających się nigdy ust. Właściwie nie przestawały gadać, chyba wtedy, gdy w południe podskoczyły do wyszynku, by kiszkę krwawą popić grzanym piwem” – od tej gadatliwości wzięło się pejoratywne znaczenie słowa przekupka. Z licznych opisów wyłania się obraz nie tyle gadatliwych, co bardziej pyskatych i kłótliwych osób, sprytnych, ale często niegrzeszących elokwencją. Akta miejskie pełnie są informacji o kłótniach przekupek miedzy sobą, czy z klientami, dla których nierzadko były opryskliwe, zwłaszcza pod wpływem alkoholu. Dochodziło miedzy nimi do bójek, często o błahe sprawy. Z przekupkami nie radziły sobie służby porządkowe miasta.  Kobiety nawet gdy walczyły miedzy sobą o wydawało się sprawę życia i śmierci, to w obliczu interweniujących funkcjonariuszy natychmiast zawiązywały sojusz, by wspólnie uderzyć na uzbrojonych tylko w pałki policjantów. Sytuację nieco poprawiło wyposażanie funkcjonariuszy w broń palną, ale nie udało się krewkich kobiet poskromić do końca. Wszystko to powodowało spore zgorszenie w mieście. Najgorsze dla obserwatorów było jednak to, że nadużywały alkoholu i wcale się z tym nie kryły. Pozostawiały swe stragany pod opieką sąsiadki i pojedynczo lub po kilka wymykały się do pobliskich winiarni i miodosytni, uwielbiały herbatę z harakiem – czyli rumem, czy kawowe rozgrzewadło na bazie alkoholu. Chełpiły się wręcz, że w piciu nie ustępują mężczyznom, a niektóre, że są od nich lepsze. W odróżnieniu od innych włościanek, ogrodniczki wybierały raczej lepsze lokale, tak jeśli chodzi o napitek, jak i jadło. Przy placu, czy w jego okolicach owych lokali nie brakowo. Należy pamiętać, że widok rozwydrzonej i podchmielonej przekupki na placu Szczepańskim wywoływał zgorszenie, ale nie budził sensacji, był czym normalnym.

Przekupka na placu Szczepańskim, fot. Jerzy Stener, ok 1937. Ze zbiorów MK.
[Fotografia czarno-biała. Kobieta handlująca towarami rozłożonymi na bruku placu. obok niej kupująca mieszczka. W głębi stragany i stoiska innych handlarzy.]

Były też przekupki ostre względem sowich mężów. Oddajmy głos Oskarowi Klobergowi: „Dziwna rzecz w istocie, że parobczak żywy, który nie ulęknie się w bitce kilku przeciwników, że  gospodarz, który umie w przyzwoitym poszanowaniu utrzymać dorosłych synów i parobczaków groźno traktować, wobec swojej pani staje się łagodny jak baranek, a gdy na horyzont małżeński brzemienne piorunami chmury zaciągną, naciska biedak swój słomiany kapelusz na uszy i wynosi się w ogród jak najdalej, szukając na łonie przyrody wytchnienia i pociechy”. W domach ogrodników panował swoisty matriarchat. A nawet można by posądzić przekupki o szowinizm, bo jak inaczej określić to co się działo na tzw. combrze. To stary zapustny obyczaj ogrodniczek i przekupek, znany również i w innych miastach Polski. Zabawa zaczynała się w tłusty czwartek i przeciągała się nawet do środy popielcowej. W czasie tego święta przekupki przebierały się w stare suknie, zniszczone kapelusze, worki przetykane słomą, a we włosy wkładały wióry. Tak ustrojone szły w procesji na Rynek Główny, niosąc  kukłę mężczyzny (później niszczoną), tam wśród tańców i oczywiście picia alkoholu bawiły się „polując” na mężczyzn, których poddawały wyrafinowanym torturom. Ci mogli się wykupić – młodzi i przystojni całusem, pozostali datkiem. Zwyczaj ten został zabroniony – zlikwidowali go Austriacy po włączaniu Wolnego Miasta Krakowa w obręb monarchii austriackiej.

Przekupka z Zabierzowa, fot. I Krieger, po 1965. Ze zbiorów MK.

Przekupki dzieliły swój czas miedzy plac, karczmę i kościół. Zapewniały do Krakowa dostawy świeżych warzyw – żywiły miasto, bulwersowały, ale i dodawały kolorytu. Wszystko to skończyło się, gdy w połowie lat 60 XX. w. postanowiono ponownie zmienić funkcje tego miejsca i przeznaczyć plac na parking dla samochodów. Te bohaterki (bo jak inaczej nazwać żywiciela), dziś trochę zapomniane (pamięta się najbardziej chyba o kwiaciarkach z Rynku Głównego), nie były oczywiście krakowską specyfiką. Podobne place-zjawiska możemy odnaleźć w innych miastach polski i Europy. W wielu z nich dostrzeżono znaczenie przekupek stawiając im pomniki m.in. w: Toruniu, Warszawie, Dublinie, Kopenhadze i wielu innych.

Share This