Mistyka na starej fotografii


W zbiorach fotograficznych Muzeum Krakowa znajduje się kolodionowa klisza szklana autorstwa Ignacego Kriegera, przedstawiająca medal z wizerunkiem Jezusa i inskrypcją w języku hebrajskim. Co ciekawe, w zbiorach judaistycznych MK możemy odnaleźć dwa niemal identyczne medale, jak ten z fotografii Kriegera.

Fotografia czarno-biała. Medal z wizerunkiem Jezusa w lewym profilu, po bokach hebrajskie litery. Medal sfotografowany na drewnianym podłożu.
Awers frankistowskiego medalu z wizerunkiem Chrystusa i napisem w języku hebrajskim – klisza szklana. Fot. Ignacy Krieger, po 1865, ze zbiorów MK
[Fotografia czarno-biała. Medal z wizerunkiem Jezusa w lewym profilu, po bokach hebrajskie litery]

Na awersie wszystkich medali widzimy reliefowe popiersie Jezusa ujęte w lewym profilu. Z prawej strony dwóch z nich umieszczona została hebrajska litera א, zapewne inicjał słowa Adon (Pan); z lewej strony napis ישו, który należy interpretować jako niekompletny zapis imienia ישוע Jeszua = Jezus. Niestety nie mamy pewności, jaka inskrypcja znajdowała się na rewersie medalu sfotografowanego przez Ignacego Kriegera, natomiast potrafimy odczytać napis z rewersu identycznego medalu ze zbioru judaików. Widzimy tu reliefowy napis hebrajski w 5 wierszach: משיח / מלך בא בש / לום ואר מא / דם עשיי’ / חי („Mesjasz, król, przybył w pokoju i światłości i stał się żywym pomiędzy ludźmi”). Na drugim z przechowywanych medali (bez inskrypcji na awersie) udało się odczytać napis następującej treści: ישוע / נוצרי משיח / יהוה ואדם / יחד („Jezus Nazarejczyk, Mesjasz, Bóg i człowiek zarazem”).

Medale tego typu nazywane są w literaturze medalami „Campo dei Fiori”, od nazwy rzymskiego placu, na którym Żydzi co środę handlowali starymi monetami i gdzie w marcu 1897 r. tego rodzaju medal przypadkowo został wyszperany i kupiony za dwa soldy przez francuskiego pisarza Augusta Jeana Boyer d’Agen.

Tłumaczenie napisu na rewersie jednego z medali ze zbiorów MK nastręcza sporych trudności. O ile jasny jest jego początek: „Mesjasz, król, przybył w pokoju”, o tyle dalszy ciąg taki nie jest, stąd bywał rozmaicie tłumaczony, co zresztą ma dość ścisły związek z interpretacją samego medalu. Niektórzy badacze sądzą, że medal pełnił funkcję znaku rozpoznawczego arian, inni zaś są skłonni wiązać go z żydowskimi konwertytami, np. maranami, bądź frankistami (por. L. Siewierski, Notatki inwentaryzacyjne, „Biuletyn Numizmatyczny”, nr 13-14/1966, s. 236 – na medalu publikowanym w tym artykule znajduje się napis, który w pierwszej części brzmi: „Zbawiciel / urodzony w Bet / lejem”, a dalej identycznie jak na medalu w zbiorach Muzeum Historycznego Miasta Krakowa; T. Przypkowski, Zabytki reformacji w Kielecczyźnie, [w:] Studia renesansowe, tom I, pod red. Michała Walickiego, Ossolineum, 1956, s. 81).

Panu Robertowi Płaskiemu, prezesowi Stowarzyszenia Szlak Braci Polskich, zawdzięczamy argumenty przeciwko łączeniu medalu z arianami: 1) Bracia Polscy byli ikonoklastami. Wszelkie przedstawienia ikonograficzne postaci Boga JAHWE czy Chrystusa uważali za bałwochwalstwo; 2) Postać Chrystusa na medalu „Campo dei Fiori” jest identyczna z przedstawieniami Jezusa pojawiającymi się w ikonografii katolickiej; 3) Tadeusz Czacki rozkopując groby ariańskie pod Pińczowem nie znalazł przy zwłokach ani jednego medalu „Campo dei Fiori”, natomiast przy każdych zwłokach była tabliczka z napisem „Scio Cui Credidi” (cytat z 2. listu św. Pawła do Tymoteusza: „Wiem, komu uwierzyłem”) oraz butelka z życiorysem zmarłego.

Wydaje się więc, że medal należy wiązać raczej z ruchem frankistów, Żydów, którzy w 2 połowie XVIII w. przyjmowali wiarę katolicką, idąc za swym przywódcą, Jakóbem Frankiem. Frank urodził się w 1726 r. w Korolówce na Podolu, lecz jeszcze jako dziecko opuścił z rodzicami tereny Rzeczypospolitej i zamieszkał na Wołoszczyźnie należącej wówczas do Imperium Osmańskiego. Tam przesiąkł atmosferą żydowskich ruchów mesjańskich, obecnych w judaizmie od XVII w. Najważniejszym z nich był sabbataizm, zapoczątkowany przez fałszywego mesjasza Sabbataja Cwi, którego zwolennikiem był ojciec Franka. Zapewne pod wpływem ojca, licznych przewodników duchowych, a także domniemanych objawień, Jakób Frank zaczął uważać się za Mesjasza i postanowił powrócić do Polski. Do powrotu w jednej z wizji miał wezwać go sam Jezus, bo według późniejszej koncepcji Franka, Polska to chrześcijaństwo i „w Polsce ukryte jest wsze dobro całego świata”. Po powrocie do Rzeczypospolitej (1755 r.) Jakób Frank zaczął gromadzić wokół siebie zwolenników, zjednywać przychylność hierarchów Kościoła katolickiego i atakować przedstawicieli ortodoksyjnego judaizmu. Jednym z takich ataków było oskarżenie i rzekome potwierdzenie mordu rytualnego. Miało to miejsce w czasie tzw. dysput teologicznych w Kamieńcu Podolskim (1757 r.) i we Lwowie (1759 r.). Podczas tego ostatniego wydarzenia Jakób Frank razem ze swoimi zwolennikami przyjął chrzest, a jego ojcem chrzestnym został król August III. (J. Doktór, Początki chasydyzmu polskiego, Wrocław 2004, s. 163-171, por. M. Gliński, Frank, frankizm i spór o paradygmat polskiej kultury)

Niedługo potem Jakóba Franka oskarżono o herezję (miał uważać się za Boga wcielonego) i nieszczerość samej konwersji, za co aresztowano go i osadzono w klasztorze na Jasnej Górze. Tam wykrystalizowała się ostateczna forma doktryny i teologii głoszonej przez Franka. Koncentrowała się ona wokół kultu maryjnego połączonego z kabalistyczną ideą Szechiny – elementu żeńskiego w Bogu.

Kres trzynastoletniego zamknięcia Franka w jasnogórskim klasztorze przyniosła interwencja rosyjska przeciw konfederatom barskim, którzy nie zdołali w 1772 r. obronić Jasnej Góry przed Rosjanami. Wolny Jakób Frank na początku 1773 r. udał się do Warszawy, następnie zaś opuścił Polskę na zawsze i wyjechał do Brna na Morawach. Tam ok. 1784 r. powstał zbiór ezoterycznych wykładów, zatytułowany „Księga Słów Pańskich”, napisany po polsku „z licznymi wtrętami i cytatami z jidysz, ladino, hebrajskiego, aramejskiego i niemieckiego”. Niedługo po napisaniu tego dzieła, Jakób Frank opuścił Brno i zamieszkał w zamku Offenbach nad Menem, gdzie zmarł w 1791 r.

Bardzo ważne z punktu widzenia polskiej historii, a zwłaszcza historii kultury, są konsekwencje przyjęcia chrztu przez Franka i jego zwolenników, których w Warszawie, już jako chrześcijan, w 1780 r. miało być ok. 6 tysięcy osób, natomiast w ostatnich latach istnienia I RP nawet 24 tysiące w skali całego, okrojonego już kraju. Od tego momentu frankistowscy neofici zaczęli robić kariery jako przedsiębiorcy, prawnicy, członkowie lóż wolnomularskich, pisarze i muzycy. Niektórzy z nich zdążyli jeszcze wziąć udział w obradach Sejmu Czteroletniego, natomiast już wielu wzięło udział powstaniach narodowych w XIX w.

Dla znawców tematu najbardziej znanymi i zasłużonymi dla polskiej kultury potomkami frankistów są… Adam Mickiewicz i Fryderyk Chopin. Nasz narodowy wieszcz miał wielokrotnie dawać temu wyraz w swojej twórczości jak i przypisywanych mu wypowiedziach, a także w krążących na jego temat plotkach. Najbardziej znany, i tajemniczy jednocześnie, fragment pochodzi z III części Dziadów: „Z matki obcej: krew jego dawne bohatery, a imię jego będzie czterdzieści i cztery”. Matka poety, Barbara Majewska, miała pochodzić z rodziny o korzeniach frankistowskich. Natomiast najbardziej, ale tylko pozornie, tajemnicza liczba w polskiej literaturze, to nic innego jak tylko zapisane hebrajskim systemem liczbowym (gematrią) imię poety, Adam. Trzeba jednak powiedzieć, że Mickiewicz nieco pomylił się w obliczeniach lub miał na myśli inne słowo, bowiem imię Adam (adam, hebr. אדם) równa się 45, natomiast liczbą 44 można zapisać jedno ze słów wcześniejszych w podanym fragmencie – krew (dam, hebr. דם). Nie zmienia to faktu, że Mickiewicz, podobnie jak kiedyś Frank, uznał się za swojego rodzaju Mesjasza-Chrystusa, który zbawi Polskę i Polaków, Nowy Naród Wybrany. (M. Mieses, Z rodu żydowskiego. Zasłużone rodziny polskie krwi niegdyś żydowskiej, Warszawa 1991, s. 66, 174-181; por. R.R. Stiller, Żydowskie abecadło, Kraków 2011, s. 78-79; M. Gliński, Mickiewicz – A imię jego czterdzieści i cztery)

Fotografia czarno-biała. Reprodukcja portretu Adama Mickiewicza. Mężczyzna w średnim wieku siedzący na krześle, ujęty do kolan, poniżej napis: A. Mickiewicz
Portret Adama Mickiewicza. Fot. Ignacy Krieger, około 1880, ze zbiorów MK
[Fotografia czarno-biała. Reprodukcja portretu Adama Mickiewicza. Mężczyzna siedzący na krześle, ujęty do kolan, poniżej napis: A. Mickiewicz]

Oczywiście nie wszystkim współczesnym podobało się zjawisko integracji frankistowskich neofitów z polskim, od dawna chrześcijańskim społeczeństwem. Niemal od razu pojawiła się nieufność, oskarżenia o nieszczerość konwersji, niejasne interesy, ogólny spisek i właściwie wrogie nastawienia do chrześcijaństwa. Brzmi znajomo, prawda?

Fotografia czarno-biała. Reprodukcja portretu Zygmunta Krasińskigo. Mężczyzna w pozie siedzącej ujęty do pasa, poniżej podpis ołówkiem: Krasiński
Zygmunt Krasiński – reprodukcja portretu. Autor fot. nieznany, lata 80. XIX w., ze zbiorów MK
[Fotografia czarno-biała. Reprodukcja portretu Zygmunta Krasińskigo. Mężczyzna w pozie siedzącej ujęty do pasa, poniżej podpis ołówkiem: Krasiński]

Jednym z największych przeciwników frankistów i Żydów w ogóle był nikt inny, jak tylko Zygmunt Krasiński, a najlepiej tę niechęć przedstawił w „Nie-Boskiej Komedii”, na stronach której toczy się ostateczna wojna z „przechrztami”. .

Niepozorny, sfotografowany przez Ignacego Kriegera frankistowski medal dostarcza wielu fascynujących informacji na temat jednego z największych rozłamów religijnych w historii polskich Żydów, a jednocześnie najbardziej udanego zjawiska ich asymilacji w historii Polski. Wpływ jaki wywarli potomkowie frankistów na naszą historię i kulturę wydaje się nie do przecenienia. Jak wiele wiedział o tym Mistrz Krieger? To pozostanie już tajemnicą.

Eugeniusz Duda i Piotr Figiela, Stara Synagoga

Share This