O pewnym kupcu, który nie dał się ograbić francuskiemu marszałkowi.


Przy Rynku Głównym 9 w kamienicy Bonerowskiej, znanej też pod nazwą Firlejowskiej lub Mitmanowskiej, mieścił się sklep galanteryjny Wilhelma Fenza. Choć rodzina kupca była niemieckiego pochodzenia, on sam jako młodzieniec wziął udział w powstaniu styczniowym. Po jego upadku zatrudnił się w firmie galanteryjnej Józefa Jahna. Wkrótce wpadł w oko jednej z córek pryncypała – Klementynie, która została jego żoną. Po śmierci teścia małżonkowie odziedziczyli firmę usytuowaną naprzeciw kościoła św. Wojciecha. Oprócz prowadzenia sklepu Fenz sporo czasu poświęcał życiu publicznemu oraz swojemu hobby – filatelistyce. Ten zapalony kolekcjoner zbierał znaczki na kilogramy!

Stanisław Broniewski, autor książki „Igraszki z czasem”, tak opisuje ową pasję: znaczki pocztowe zbierał dla siebie z zachowaniem szczególnego ceremoniału:

„w wolnych od zajęć społecznych chwilach obchodził zaprzyjaźnione sklepy śródmieścia – a mało było takich, z którymi nie żył w wieloletniej i serdecznej przyjaźni – i wypraszał u kasjerek ofrankowania handlowej korespondencji, rewanżując się niezmiennie jednym „sztolwerkiem” lub „roksdropem” (czyli cukierkami). Wieczorami w domu zasiadał: „do dużego stołu i rozkładał na bibułach odmoczone w miednicy znaczki. Były to przeważnie znaczki o najpospolitszej relacji halerzowej, a później groszowej. Gdy podeschły, sprasowywał je paczkami po sto sztuk w ślusarskim imadełku, wiązał na krzyż kolorową nitką i wkładał do pudeł z hurtowych opakowań po grzebieniach, szczoteczkach do zębów, cygarniczkach lub portmonetkach. Pudła zaś wkładało się do ogromnego zamczystego kufra, wieko z wielkim hukiem zatrzaskiwało i zamykało na klucz.” Według Wilhelma Fenza: „cały ten majdan miał być po śmierci kolekcjonera bezcenną schedą dla żony, dzieci i wnuków.”

Południowo-wschodnia część Rynku Głównego, fot. Ignacy Krieger, po 1886; wł. MK
[Fotografia czarno-biała. Widok z góry na płytę Rynku. W centrum kościół św. Wojciecha, w tle fasady kamienic przy Rynku i ul. Grodzkiej.]
 
[Fotografia czarno-biała. Zbliżenie na fragment Rynku Głównego. Z lewej trzypiętrowa kamienica Bonerowska ze sklepem Wilhelma Fenza osłoniętym markizą. Z prawej kościół św. Wojciecha. W tle kolejne kamienice i perspektywa ul. Grodzkiej]

Pod koniec XIX w. Fenzowie przenieśli swój sklep na ul. Szewską. Przez cały okres istnienia firmy można tu było nabyć niemal wszystko. Kolejne reklamy wymieniały: modne klamry do sukien, potniki, sous-bras, wstążeczki na szyję, szpilki i grzebienie rogowe i szyldkretowe, szczoteczki kieszonkowe, przepaski na wąsy oraz kosmetyki najlepsze. Polecały: rzemienie, torby z neseserem lub bez niego, laski, parasole, flakony i słoiki w drzewie, kubki i rezerwuary gumowe,  rękawiczki niciane i jedwabne, elastykę na podwiązki, bieliznę Dra OSgera letnią  i zimową, pantofelki, paski gurtowe, skórzane i jedwabne, przybory do toalety i  do podróży w największym wyborze. Magazyn towarów galanteryjnych i perfumerii dysponował także zabawkami, grami towarzyskimi i ogrodowymi, ogniami sztucznymi oraz „wielkim składem nasion kwiatowych, jarzynnych i pastewnych z najlepszych źródeł”. Firma zajmowała się także naprawą i nawlekaniem wachlarzy, a nawet reklamowała się jako filia pralni rękawiczek Antoniego Mirkiewicza. Wszystkie te towary zamawiał Fenz w wielkich ilościach, nie zważając na kaprysy mody, które sprawiały, że artykuły takie jak broszki, grzebyki i szpilki do włosów, klamerki, breloki, sakiewki i wiele podobnych, po kilku sezonach nie znajdowały nabywców. Nic więc dziwnego, że w okresie dwudziestolecia międzywojennego, kiedy likwidowano sklep, trzeba było wynająć platformę do wywozu pozostałej galanterii.

Reklama sklepu Wilhelma Fenza. Druk ok. 1891; wł. MK
[Kartka papieru z wymienionymi przeróżnymi wyrobami i usługami dostępnymi w składzie towarów przy Rynku Głównym 9.]

W 1865 roku powołano w Krakowie pierwszą w Galicji Ochotniczą Straż Ogniową. Wstąpili do niej dyrektorzy i urzędnicy Towarzystwa Ubezpieczeń, chcąc dać dobry przykład do naśladowania. W szeregi straży garnęła się młodzież wszystkich stanów, w tym szczególnie rzemieślnicza i akademicka. Wśród nich znalazł się również Wilhelm Fenz, jeden z najbardziej oddanych sprawie OSO jej oficer, który w latach 1904-1919 pełnił funkcję naczelnika. Ochotnicy zobowiązywali się brać udział w ćwiczeniach i pełnić służbę pożarniczą. Niektórzy podchodzili do ćwiczeń bardzo poważnie, dlatego pewnego dnia sklep Fenza odwiedziła hrabina Krystyna Potocka z prośbą o pomoc. Okazało się, że jej syn właśnie ćwiczy z toporkiem na dachu pałacu „Pod Baranami”. Naczelnik Fenz szybko przywdział mundur, przypasał szpadę i udał się na pałacowy dziedziniec, gdzie według relacji Stanisława Broniewskiego rozegrała się następująca scena:

Stanąwszy na dziedzińcu, daje sygnałem gwizdka komendę „baczność” i woła:

– Starszy pompier Potocki?

– Jest, według rozkazu pana naczelnika!

– Starszy pompier Potocki do mnie!!

Starszy pompier zahacza linkę do klamry u pasa i zsuwa się na dziedziniec. Staje i salutuje.

– Starszy pompier Potocki otrzymuje pochwałę za sprawne przeprowadzenie ćwiczenie, którego bez mojego rozkazu powtarzać więcej nie wolno. Rozejść się!”

6 maja 1907 roku na dziedzińcu strażnicy pożarnej odbyła się uroczystość odznaczenia krakowskich strażaków medalami za nieprzerwaną 25-letnią służbę. W tym gronie znalazł się także zasłużony naczelnik Straży ochotniczej Wilhelm Fenz.


Uroczystość odznaczenia strażaków na dziedzińcu Straży Pożarnej, fot. W. Lis, 6 maja 1907 r.; wł. MK
[Fotografia czarno-biała. Grupa elegancko odzianych mężczyzn z prezydentem Krakowa Juliuszem Leo w centrum. Na pierwszym planie ujęci od tyłu strażacy w hełmach. W tle fragment ceglanego, udekorowanego budynku strażnicy.]

Kolejną niwą, na której Wilhelm Fenz działał aktywnie od 1872 roku było Towarzystwo Strzeleckie Krakowskie, czyli reaktywowane Bractwo Kurkowe. Fenz był długoletnim członkiem Rady Zwiadowczej oraz gospodarzem strzelnicy. Trzykrotnie dzierżył laską marszałka kurkowego, a dwukrotnie zdobył tytuł króla kurkowego, pierwszy raz w 1879 roku, drugi w 1922. I właśnie z tą drugą kadencją panowania wiąże się kolejna anegdota. W 1923 roku odwiedził Polskę marszałek Francji (i Polski) Ferdynand Foch. W Krakowie dostojnego gościa powitali chlebem i solą przedstawiciele władz miejskich wręczając mu klucze do miasta. W ceremonii brał także udział król kurkowy, Wilhelm Fenz z zawieszonym na piersi na łańcuchu srebrnym kurem, najcenniejszym klejnotem Bractwa Kurkowego, którego przytrzymywał w rękach. Marszałek, myśląc zapewne, że to kolejny podarunek, sięgnął po kura i przez chwilę doszło do szamotaniny. Na szczęście sytuację uratowała interwencja francuskiego ambasadora. Wieczorem na raucie marszałek Foch ze śmiechem opowiadał o swoim niedoszłym rabunku.

Portret Wilhelma Fenza, fot. Awit Szubert, 1895; wł. MK
[Fotografia czarno-biała. Mężczyzna w średnim wieku, ujęty w popiersiu łysiejący, z długimi wąsami. Ubrany w białą koszulę, ciemną kamizelkę i marynarkę, w której klapie odznaczenia i medale Bractwa Kurkowego.]
 
Share This