Nadworny fotograf Krakowa


Henryk Hermanowicz przez ponad 40 lat uwieczniał Kraków na tysiącach negatywów, doczekał się nawet tytułu „nadwornego fotografa Krakowa”, jednak to nie Kraków był jego pierwszą miłością, lecz Wilno. To w tym mieście przyszedł na świat 20 października 1912 roku. To tu, przy pomocy aparatu fotograficznego pożyczanego od znajomego sklepikarza, wykonał pierwsze zdjęcia swego rodzinnego miasta. I to tu w 1930 roku rozpoczął termin uczniowski w renomowanym zakładzie fotograficznym Jana Bułhaka, wybitnego artysty fotografa, twórcy i propagatora idei fotografii ojczystej. Hermanowicz uczył się od niego technik fotografowania, przejął także zainteresowanie pejzażem.

W roku 1937 Hermanowicz przeniósł się do Krzemieńca, powołany na stanowisko instruktora w Szkolnej Pracowni Fotograficznej Liceum Krzemienieckiego. Pracownia została założona w 1928 roku przez Stanisław Sheybal, znakomitego fotografika, bratanka krakowskiego fotografa Józefa Sebalda. Pracy pedagogicznej towarzyszyła intensywna działalność fotograficzna, bowiem atmosfera Krzemieńca i okolic urzekła Hermanowicza podobnie jak wcześniej rodzinne Wilno. W tym czasie powstało wiele nastrojowych prac jednak większość z nich rozproszyła się w trakcie wojennej zawieruchy. Po wybuchu wojny w latach 1939-1941 Hermanowicz prowadził pracownię fotograficzną w Muzeum Ziemi Krzemienieckiej, a od 1942 roku był współwłaścicielem zakładu fotograficznego „Sztuka” w Krzemieńcu, lecz w obliczu nasilających się ataków nacjonalistów ukraińskich na polską ludność cywilną opuścił miasto  we wrześniu 1943 roku. Zatrzymał się w Przemyślu, gdzie został zatrudniony w zakładzie fotograficznym Adama Wysockiego, świetnego portrecisty, który pozostawił również wiele zdjęć dokumentujących życie Przemyśla.

Po zakończeniu wojny Hermanowicz zamieszkał w Krakowie. Z tego okresu pochodzą zdjęcia ukazujące powojenne miasto.

W Krakowie Henryk Hermanowicz podjął naukę w Warsztatach Młodych Instytutu Filmowego, krakowskiej „Filmówce”. Po przeszkoleniu rozpoczął pracę w filmie na stanowisku asystenta reżysera, a potem operatora w Krakowskiej Wytwórni Filmów Oświatowych (Zespół Poprad), współpracował także z Polską Kroniką Filmową. Oczywiście nadal fotografował, a jego fotografie publikowane były na pocztówkach oraz w wielu czasopismach m.in. w „Przekroju”, „Tygodniku Powszechnym”, „Kulturze”, „Dzienniku Polskim”, „Turyście”. Ukazywały się w nich pojedyncze zdjęcia lub fotoreportaże.

W drugiej połowie lat 50. Hermanowicz rozpoczął pracę nad wydawnictwami albumowymi. Pierwszym był nieduży, broszurowy albumik „Kraków w nocy”, zawierający nocne zdjęcia miasta i wybór poezji o Krakowie. Wydawnictwo zostało ciekawie opracowane przez grafików Barbarę Róg i Leszka Jesionkowskiego. Opracowanie literackie albumu i wybór wierszy to dzieło Tadeusza Śliwiaka, który we wprowadzeniu napisał: „Kraków.. Zbliża się noc. Ale miasto potrafi ocalić swoją urodę przed ciemnościami nocy. Wystarczy nikłe światło latarenki, aby idący ulicami człowiek pytał sam siebie: – kiedy piękniejszy jest Kraków, w dzień czy w nocy?” Nocne piękno Krakowa świetnie oddały zdjęcia Henryka Hermanowicza, który przecież już w 1933 roku zdobył I nagrodę za fotografię „Noc” wykonaną w swoim rodzinnym mieście.

W 1958 roku ukazał się najbardziej znany album „Kraków cztery pory roku w fotografii Henryka Hermanowicza”, jeden z najlepszych pod względem artystycznym i edytorskim albumów fotograficznych Krakowa. Pierwsze wydanie zawierało 160 całostronicowych, czarno-białych fotografii w pionowym formacie. Przedstawiały one fragmenty architektury dawnego Krakowa, jego zabytki oraz panoramy miasta, ludzie pojawiali się na zdjęciach przeważnie na dalszych planach. Album rozpoczynała „Jesień” z przymglonymi pejzażami, mokrymi nawierzchniami ulic, opadającymi liśćmi i straganami pełnymi owoców oraz jesiennych kwiatów – astrów, michałków i chryzantem.

Rozdział poświęcony zimie ukazywał miasto w śnieżnej szacie, z białymi dachami i ulicami, pomnikami strojnymi w śniegowe czapy i kołnierze. Zima to pora roku, kiedy przyroda usypia, a drzewa i krzewy otula puchowa kołderka. Ulicami przemykają odziani w grube płaszcze i otuleni szalami ludzie, a na ośnieżone pagórki wychodzą dzieci z sankami. Oglądając zimowe, bajkowe zdjęcia Hermanowicza możemy westchnąć jak średniowieczny francuski poeta François Villon: „Ach, gdzie są niegdysiejsze śniegi!”.

Wiosenny Kraków Hermanowicza pełen jest pierwszych pączków pojawiających się na drzewach i krzewach oraz kwitnących wszędzie kwiatów. Album „Kraków cztery pory roku” był wielokrotnie wznawiany, doczekał się w sumie 190 tysięcy nakładu. Poszczególne wydania (ostatnie w 1982 roku) różniły się od siebie doborem zdjęć, okładką, techniką druku i formatem, a w ostatnich pojawiły się kolorowe fotografie. Jak pisał we wstępie do albumu Jerzy Banach, był to: „nie katalog fotografii zabytków dawnej stolicy, lecz opowieść o jej uroku odwiecznym i trwałym, a zmiennym tylko dzięki światłu”. Autor zaś umieścił w nim dedykację: „obraz Krakowa – narysowany sercem i soczewką – przekazuję rozmiłowanym w pięknie tego miasta”.

Choć w albumie letnie ujęcia Krakowa ukazywały głównie zabytkowe budowle to przecież w spuściźnie Hermanowicza znajdziemy także fotografie bardziej kojarzące się z latem w mieście. To fotografie prezentujące i mistrzostwo pejzażysty i ciekawość fotoreportera. W wywiadzie dla miesięcznika FOTO z 1976 roku Hermanowicz tak mówił o fotograficznej fascynacji Krakowem: „Kraków jest najczęstszym tematem mojej twórczości. Nie chodzi tu oczywiście o fotografię dokumentalną, którą też naturalnie się zajmuję, ale o oddanie nastroju miasta, jego fragmentów; jeden i ten sam motyw jest co dnia inny, inny wywołuje nastrój. Muszę przyznać, że zdjęcia Krakowa, który jest niewyczerpanym źródłem inspiracji, robię ze szczególnym zamiłowaniem”.

Share This